Sobotni leniwy poranek. Kawa wypita na balkonie, pyszne śniadanie, promienie słońca na stopach i wspaniały dzień z przyjaciółmi w perspektywie <3 Cieszenie się z małych rzeczy to trudna umiejętność, ale jakże wspaniała...

I ciasto. Kruche, z bezą i owocową warstwą, warte grzechu 🙂 Sama zjadłam 3 kawałki...

Miłego dnia!

 

Kruche ciasto z owocami i bezą

(forma ok. 35 x 25 cm)

  • 2,5 szklanki mąki
  • 4 duże jajka (lub 5 mniejszych)
  • 200 g masła
  • 1 szklanka cukru
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Owoce:

  • 4 nektarynki
  • ok. 200 g czerwonych porzeczek
  • ok. 300 g agrestu (lub rabarbaru)
  • 2 łyżki cukru

 

Oddzielić białka od żółtek. Zagnieść kruche ciasto z mąki, masła, żółtek, 1/2 szklanki cukru i proszku do pieczenia. Ciasto podzielić na dwie części (jedną większą i jedną mniejszą). Mniejszą porcję przełożyć do zamrażalnika.  Pozostałe ciasto rozwałkować i wyłożyć nim formę do pieczenia. Nektarynki pozbawić pestek i pokroić w dużą kostkę. Agrest i porzeczki pozbawić szypułek. Owoce zasypać cukrem, dolać odrobinę wody i chwilę poddusić (tak by owoce się nie rozpadły). Spód podpiec około 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180ºC. Ubić białka na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając stopniowo 1/2 szklanki cukru. Na cieście ułożyć owoce.  Masę bezową wyłożyć równomiernie na ciasto. Zetrzeć ciasto z zamrażalnika na masę bezową. Ciasto piec jeszcze ok. 35-40 minut. Przed podaniem wierzch można posypać dodatkowo cukrem pudrem.

 

Bycie działkowcem to nie taka prosta sprawa. Trzeba stosować się do niepisanych działkowych zasad: między innymi pilnować, by chwasty i inne rośliny nie wchodziły do ogródków sąsiadów, dzielić się nadwyżką plonów i uprawianymi roślinkami, nie zakłócać działkowego spokoju i umieć rozprawiać na temat najróżniejszych odmian warzyw, owoców i kwiatów, a także najskuteczniejszych sposobów walki ze ślimakami. Ale gdy już się opanuje podstawowe zasady, działkowe życie staje się bardzo przyjemne. Sąsiedzi podrzucają swoje plony, dzielą się wiedzą i doświadczeniem, podlewają działkę w trakcie mojej nieobecności, a także martwią się, gdy nie pojawiam się na działce przez dłuższą chwilę i witają mnie z uśmiechem na twarzy, pytając czy przypadkiem nie byłam chora i czy wszystko u mnie w porządku.

Lubię to moje działkowanie 🙂 I lubię też mój rabarbar i truskawki, dzięki czemu mogę cieszyć się smakiem wilgotnych i pysznych babeczek 🙂

 

Wilgotne babeczki z rabarbarem i truskawkami

(12-14 sztuk)

Masa:

  •  1 3/4 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 3/4 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki oleju

Owoce:

  • truskawki (ok. 6 większych lub 12 mniejszych)
  • rabarbar (ok. 2 średnie łodygi rabarbaru + 2 łyżki cukru + odrobina wody)

Rabarbar obrać, umyć, pokroić w plasterki. W rondelku wymieszać rabarbar z cukrem, dolać odrobinę wody. Rabarbar poddusić krótko, by kawałki się nie rozpadały, ostudzić.  Wszystkie składniki na ciasto wymieszać łyżką, do środka wrzucić rabarbar, ponownie wymieszać. Napełnić masą foremki wyłożone papilotkami, na wierzchu ułożyć po 2-3 kawałki truskawek. Babeczki wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok. 25 minut. Po ostudzeniu można posypać cukrem pudrem lub polać lukrem.

Nowa okolica, nowe miejsca do odkrycia, szukanie nowego ulubionego warzywniaka, przyzwyczajanie się do nowych kątów. Oswajanie światła do zdjęć, zadomawianie się w kuchni, która jest jeszcze trochę obca. Poranki na balkonie, wśród pięknie kwitnących pelargonii, w weekend z kubkiem kawy, w tygodniu tylko na moment.

Jeden z niewielu ostatnio leniwy weekend, czytanie książki, kawa i deser kokosowy z truskawkami i malinami. Fajnie... 🙂

Deser kokosowy z owocami sezonowymi

(4 porcje)

  • 4 łyżki cukru pudru
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 g śmietanki 30%
  • 3 łyżki likieru Malibu
  • 2 łyżki mleka
  • biszkopty
  • owoce (u mnie garść malin i garść truskawek)

 

Mleko wymieszać w miseczce z 2 łyżkami Malibu. Ubić śmietankę, pod koniec ubijania dodać cukier puder i stopniowo dodawać mascarpone, cały czas miksując.  Na końcu dodać wiórki kokosowe i 1 łyżkę Malibu i ponownie zmiksować. W szklankach ułożyć warstwy - biszkopty (polać je odrobiną Malibu z mlekiem, by były nasączone), potem krem kokosowy, a na wierzchu ułożyć warstwę owoców (truskawki pokroić, maliny mogą być w całości). Deser schłodzić przez jakiś czas w lodówce. Przed podaniem można ozdobić kwiatami i listkami mięty.

 

Zapraszam na kolejny wpis z działkowej serii - ostatnio dużo na działce się działo, udało mi się zrealizować plany na ten sezon, teraz pozostaje regularne podlewanie i wyrywanie chwastów, by plony były jeszcze lepsze, niż w zeszłym roku 🙂

W dwóch poprzednich wpisach (tym i tym) mogliście znaleźć:

  1. moje działkowe początki (razem ze zdjęciami z poprzedniego działkowego sezonu);
  2. wpis poświęcony zakładaniu części działki od nowa (razem ze zdjęciami z tego roku i porównanie stanu działki od razu po pożarze i wiosną)

W poniższym wpisie przedstawiam aktualizację stanu działki na dzień dzisiejszy (razem ze zdjęciami) - trochę się pozmieniało... 🙂

Od ostatniego wpisu (czyli od początku maja) zajmowałam się głównie częścią działki po pożarze - nie udałoby się to bez pomocy trzech wspaniałych panów, dzięki którym powstał domek narzędziowy, idealnie wkomponowany w wolne miejsce przy podniesionych rabatach. Dziękuję! :*

  • stara winorośl zaczęła wypuszczać nowe pędy;

  • drzewo czarnego bzu, które zostało całkowicie spalone, odbija od korzenia i prezentuje się już całkiem ładnie;

  • warzywa i kwiaty posiane na początku maja na podniesionych rabatach rosną i mają się dobrze;

  • rabata kwiatowa wzdłuż ogrodzenia również rośnie - posiałam tam również rządek słoneczników;

  • wierzbowy żywopłot się ukorzenił i przyjął - wypuszcza nowe listki i coraz bardziej się zagęszcza, w najbliższym czasie odrobinę go przytnę;

  • mały domek narzędziowy już stoi - kupiłam model Uran w Castoramie (powierzchnia podłogi 3,2m2). Udało mi się również uporządkować jego wnętrze - skorzystałam ze znalezionego na Pintereście pomysłu wykorzystania drewnianej palety jako stojaka na narzędzia ogrodnicze, użyłam również pomalowanych na pastelowe kolory skrzynek po owocach. Na podłodze ułożyłam dywan ogrodowy, który bardzo łatwo można wyczyścić. W najbliższym czasie dodany zostanie drugi zamek w drzwiach i rynny, przed jesienią planuję jeszcze uszczelnić przerwy między deskami. Poniżej przedstawiam kilka zdjęć, również z "budowy" 🙂

Domek stoi na wyrównanym podłożu na 16 płytach chodnikowych (ułożonych równo i wypoziomowanych):

Domek składa się z kilku głównych części - podłogi, czterech ścian, dwóch części dachu i dwóch skrzydeł drzwi:

I efekt końcowy, od razu po postawieniu (potem paleta przy wejściu została wkopana w ziemię, by umożliwić swobodne otwieranie drzwi):

Działka nie wygląda w końcu jak po pożarze 🙂

Widok domku od tyłu:

I z przodu:

Wnętrze domku:

Przy domku wsadziłam do doniczek kwiaty:

Jeśli mielibyście jakieś pytania odnośnie budowania takiego domku, dajcie znać 🙂

I jeszcze kilka migawek:

 

Zdarza się, że tęsknię za czasami, gdy robiła mi bułki z pasztetem i majonezem w sobotnie poranki, dawała 2 złote na rogaliki w szkole, robiła szaliki i czapki na drutach i była codziennie. Zawsze w pogotowiu, gotowa ucałować gdy było źle, gdy zdarło się kolano na podwórku.

Teraz widzimy się raz na jakiś czas, gdy przyjeżdżam, lub gdy Ona odwiedza mnie w Gdańsku. Spędzamy ze sobą te krótkie chwile, pijąc kawę i rozmawiając o wszystkim i o niczym. Przygotowuje mi moje ulubione dania, nakłada na talerz podwójne porcje, resztę pakuje, żebym nie musiała w tygodniu gotować. Jest nieocenionym ogrodniczym wsparciem, podgląda moje działkowe sukcesy na Instagramie i cieszy się razem ze mną z każdej nowej roślinki, z każdego uporządkowanego kawałka działki.

Martwi się o mnie i mojego brata, jak kiedyś. Wyczuwa, kiedy mam gorsze dni, wysłucha i zawsze wspiera. Moja mama. Najlepsza jaką znam <3 <3 <3

Ciasto Rafaello bez pieczenia

(przepis Moje Wypieki, lekko zmodyfikowany; użyłam też mniejszej formy niż w przepisie - )

Składniki:

  • 2 paczki krakersów
  • 1 litr mleka
  • 2 opakowania budyniu śmietankowego
  • 2 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • 1 szklanka cukru
  • 250 g miękkiego masła
  • 200 g wiórków kokosowych

Odlać 3/4 kubka mleka, resztę zagotować z cukrem. Do odlanego mleka wsypać budynie w proszku i skrobię ziemniaczaną, dokładnie wymieszać. Wlać do wrzącego mleka, wymieszać i zagotować, aż do zgęstnienia budyniu. Zdjąć z palnika, przykryć folią spożywczą, w taki sposób, by dotykała powierzchni budyniu (zapobiegnie to powstaniu kożucha), odstawić do wystudzenia (do temperatury pokojowej).

Masło zmiksować po powstania puszystej masy. Nie przerywając miksowania stopniowo dodawać budyń, aż do powstania gładkiej masy. Do masy dodać 150 g wiórków kokosowych i zmiksować.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Układać po kolei: warstwę krakersów i krem kokosowy (w mniejszej formie wyjdą po 4 warstwy krakersów i kremu, w większej 3). Na wierzchu posypać ciasto 50g wiórków kokosowych.

Ciasto przykryć folią aluminiową i wstawić do lodówki, najlepiej na całą noc (minimum na kilka godzin).

4

Wiosenny weekend. Leniwe piątkowe popołudnie i wieczór. Działkowa sobota, sadzenie pomidorów w szklarni, sianie warzyw i kwiatów, dosadzanie ziół i roślin, koszenie trawy i kawa na świeżym powietrzu. Wieczór spędzony w gronie przyjaciół, przy smacznych przekąskach i z pysznymi drinkami 🙂 Niedziela z przyjaciółką, śniadanie, spacer i kawiarnia ze stolikiem na dworze, lodami i kawą mrożoną. Dużo śmiechu, miło spędzonego czasu i pozytywnych emocji - naładowanie akumulatorów przed kolejnym tygodniem 🙂

Polecam przepis na cytynowo - rabarbarowe babeczki - są obłędne! <3

Babeczki cytrynowe z rabarbarem

(12-14 szt)

Masa:

  •  1 1/2 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 3/4 szklanki mleka pół na pół z jogurtem naturalnym
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki oleju
  • sok i skórka z 1/2 cytryny

Rabarbar:

  • 3 łodygi rabarbaru
  • 2 łyżki cukru
  • odrobina wody


Rabarbar obrać, umyć, pokroić w plasterki. W rondelku wymieszać rabarbar z  cukrem, dolać odrobinę wody. Rabarbar poddusić krótko, by kawałki się nie rozpadały, ostudzić.  W misce umieścić mokre składniki, dodać suche składniki i wymieszać (niezbyt długo). Do masy dodać połowę rabarbaru, ponownie wymieszać. Napełnić masą foremki wyłożone papilotkami. Na wierzchu każdej babeczki ułożyć po kilka kawałków rabarbaru. Babeczki wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok. 25 minut. Po ostudzeniu posypać cukrem pudrem.

1

W poprzednim poście opisałam moje działkowe początki, wrzuciłam też zdjęcia z poprzedniego działkowego sezonu. Dzisiejszy wpis poświęcony będzie zakładaniu części działki od nowa.

Miałam to nieszczęście, że około 80 m2 działki (z około 260 m2 całości) uległo spaleniu - nie będę wdawała się w szczegóły, ale w sierpniu 2016 roku zostałam z kawałkiem spalonej ziemi, spalonymi prawie całkowicie nasadzeniami wokół altanki ogrodowej, która również spłonęła, a także mnóstwem gruzu i innych odpadów do wywiezienia.

Na początku, po krótkim okresie załamania (w końcu kupiłam działkę w maju i nacieszyłam się nią 4 miesiące), stwierdziłam, że wywiozę śmieci, a resztą (tzn. pozostałościami fundamentów i spaloną ziemią) zajmę się wiosną. Na szczęście znalazł się ktoś, kto przekonał mnie, że najlepszym wyjściem będzie uporządkowanie terenu od razu i polecił mi usługi pana Grzegorza Chmielewskiego z Pracowni Garden (biuro@pracowniagarden.pl, tel.: +48 796 229 064, www.pracowniagarden.pl). Pracownia Garden świadczy usługi z zakresu architektury krajobrazu oraz ogrodnictwa, m.in. projektowania i zakładania ogrodów, pielęgnacji ogrodów oraz utrzymania terenów zielonych.

Wysłałam panu Grzegorzowi zdjęcia spalonego fragmentu działki i umówiliśmy się na wstępne oględziny bezpośrednio na działce. Potem ustaliliśmy termin wykonania usługi i pan Grzegorz razem ze swoim pracownikiem przystąpili do pracy. Na działce zostały wykonane poniższe prace:

  • przycięcie spalonych drzew i pnączy, usunięcie pozostałości po roślinach i nasadzeniach, które uległy zniszczeniu;
  • usunięcie fundamentów altany ogrodowej i wszelkich odpadów (drewna, szkła, metalowych elementów itp., itd., do tego celu pan Grzegorz wynajął kontener, więc odpady zostały usunięte w sposób całkowicie legalny i ekologiczny);
  • postawienie płotu oddzielającego działkę od działki sąsiada, ponieważ poprzednie ogrodzenie również spłonęło (ja dostarczyłam wszystkie potrzebne materiały);
  • nawiezienie i wyrównanie nowej warstwy ziemi.

Poniżej przedstawiam zdjęcia sprzed i po:

 

 

Rozpoczął się kolejny sezon działkowy, do którego przygotowywałam się również zimą - przeszukiwałam Internet w poszukiwaniu inspiracji (moją ogrodową tablicę na Pintereście możecie znaleźć tutaj).

Część działki, która nie uległa zniszczeniu pozostanie bez zmian - mam tam:

  • trawnik, który wymaga regularnego koszenia (trawę pozostałą po koszeniu wrzucam do kompostownika) i rabaty po prawej i lewej stronie od wejścia na działkę (na poniższych zdjęciach);

  • grządkę warzywną z częścią ziołową (ogródek ziołowy założyłam w zeszłym roku) - jesienią grządka została zasilona obornikiem i przekopana (zdjęcie poniżej);

  • żywopłot (na powyższym zdjęciu, który musi być regularnie przycinany);
  • szklarnię o powierzchni ponad 10 m2, w której w maju (gdy będzie cieplej) posadzę pomidory (zwykłe i malinowe), ogórki szklarniowe i paprykę (fragment szklarni na poniższym zdjęciu);

  • pnące róże i trzy klomby z iglakami i bylinami;
  • krzewy porzeczek (które zostały poddane letniemu cięciu - już po owocowaniu - przycięłam górną część pędów i usunęłam suche gałązki)

Na części działki, która uległa zniszczeniu aktualnie mam kawałek ziemi, którym zajmuję się w tym sezonie (mój plan opiszę poniżej), a także:

  • starą winorośl (nie wiadomo jeszcze jak bardzo ucierpiała i czy w tym roku wypuści nowe pędy);
  • bluszcz (został bardzo mocno przycięty, ale mam nadzieję, że odrośnie);
  • pnącze liściaste (którego nazwy niestety nie znam, również nie wiadomo jak bardzo ucierpiało);
  • krzew forsycji (który został mocno przycięty, ale zakwitł na wiosnę);
  • klomb kwiatowy, który został zniszczony przy gaszeniu pożaru (ale część roślin dosadziłam późnym latem, część odrosło, planuję dosadzić jeszcze kilka w tym roku);
  • obok bluszczu i pnącza dosadziłam jesienią krzaczki trzmieliny, wrzosy i cebulki tulipanów (które zaczęły już kwitnąć).

Na kawałku nie zagospodarowanej ziemi ostatnio pojawiły się:

  • podniesione rabaty - o powierzchni ok. 1 m2 każda - 3 o wysokości 40 cm, jedna o wysokości 60 cm. Deski pod rabaty zostały zaimpregnowanie, na dnie ułożona została warstwa odpadków roślinnych z kompostownika i suchych części roślin, które wycięłam po zimie. Na warstwie materiału roślinnego usypana została warstwa ziemi, teraz pozostaje tylko posianie kwiatów i warzyw. Rabaty ustawione zostały w planie prostokąta - po dwie rabaty obok siebie (bez pozostawienia przerwy), między podwójnymi skrzynkami jest ścieżka wyłożona płytami i wysypana korą, by ułatwić do nich dostęp (np. w celu odchwaszczania);

  • rabatę kwiatową wzdłuż ogrodzenia - w miejscu ścieżki przechodzącej obok starej altany - posadzone tam zostały byliny i kwiaty jednoroczne (wcześniej była tam ziemia, która została użyta przy tworzeniu podniesionych rabat);

  • wierzbowy żywopłot - z pociętych witek wierzbowych o długości około 2 m - w tym roku posieję wzdłuż niego fasolę ozdobną żeby stworzyć ścianę zieleni. Mam nadzieję, że witki się ukorzenią i w przyszłym sezonie żywopłot będzie już rósł i będzie można zacząć formować (niezbędne jest przycinanie wierzchołka żywopłotu, by go zagęścić);

Na działce wkrótce pojawi się też mały domek narzędziowy (ok. 3 m2 powierzchni), w którym będę trzymać narzędzia ogrodnicze, grilla, stolik i krzesła, itp. - będzie się znajdował między żywopłotem wierzbowym a podniesionymi rabatami.

Jeszcze dużo pracy przede mną, ale jestem bardzo zadowolona z efektu kilku dni ciężkiej pracy 🙂 Na blogu na pewno pojawi się kolejny wpis z działkowej serii z kolejną porcją zdjęć, więc już teraz serdecznie Was zapraszam, także do śledzenia Facebooka i Instagrama 🙂

Kwiecień z deszczem, śniegiem i przymrozkami. Z działkowymi planami, których niestety nie udaje się zrealizować z powodu brzydkiej pogody. Z miętową herbatą i filmowymi wieczorami. Spotkaniami po wielu miesiącach i nadrabianiem zaległości - przy cudownym serniku czekoladowym na zimno z kajmakiem <3 <3 <3

To jeden z tych serników, który wymaga niewielkiego nakładu pracy, a efekt wizualny i smakowy jest rewelacyjny 🙂 Polecam!

 

Czekoladowy sernik z kajmakiem na zimno

(mniejsza okrągła forma - ok. 18-20 cm)

  • 100 g czekolady mlecznej
  • 500 g serka twarogowego
  • 200 g jogurtu naturalnego typu greckiego
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • 3 czubate łyżki kakao
  • 1 czubata łyżka żelatyny
  • 1/3 szklanki wrzącej wody
  • biszkopty (na spód)
  • 1 puszka masy kajmakowej (ok. 460 g)
  • ciasteczka lub pralinki do ozdoby

Czekoladę stopić w kąpieli wodnej, odstawić do ostygnięcia. Twaróg zmiksować z jogurtem, cukrem pudrem i kakao. Żelatynę dokładnie rozpuścić we wrzącej wodzie. Spód blaszki wyłożyć papierem do pieczenia i na dnie ułożyć biszkopty. Masę twarogową zmiksować ze stopioną czekoladą i rozpuszczoną żelatyną. Przelać na biszkoptowy spód. Wstawić do lodówki na około 15 minut, by masa lekko stężała. Masę kajmakową wyjąć z puszki i podgrzać w rondelku, by stała się nieco bardziej płynna. Masę kajmakową wylać na masę twarogową, ozdobić wierzch wg uznania (u mnie ciasteczka Oreo) i wstawić na minimum kilka godzin (a najlepiej na całą noc) do lodówki.

 

Nie pamiętam już kiedy ostatnio mogłam się wyspać w sobotę, wstać bez budzika i zjeść śniadanie w łóżku. A potem kawa i inne przyjemności 🙂 Jajka zapiekane z szynką i serem to prosty sposób na leniwe weekendowe śniadanie - serdecznie polecam! Miłej soboty 🙂

Jajka zapiekane w szynce

(4 sztuki - 2 porcje)

  • 4 jajka
  • 4 większe plasterki szynki (lub 8 mniejszych)
  • 8 plasterków sera
  • szczypiorek lub pietruszka
  • pieprz, sól, zioła do smaku
  • masło do wysmarowania kokilek

Plasterki sera pokroić w kostkę, pietruszkę lub szczypiorek posiekać. Kokilki należy dobrze wysmarować masłem. Na dnie ułożyć plasterki szynki, wsypać do każdej kokilki po odrobinie sera (by zużyć mniej więcej połowę).

Wbić do każdej kokilki po jednym jajku, doprawić, posypać pietruszką/szczypiorkiem i na wierzchu posypać resztą sera.

Zapiekać w piekarniku nagrzanym do 190°C przez około 15 min.

Podawać ze świeżym pieczywem i pomidorem/ogórkiem.

 

2

Gdy byłam dzieckiem, moi rodzice zajmowali się dwiema działkami. Jedna była działką typowo warzywną, "za szkołą" - kawałkiem ziemi z rządkami buraków, marchewki, selerów, porów i ukochanej przeze mnie fasolki szparagowej. Druga, znajdująca się obok naszego bloku, miała charakter bardziej rekreacyjny - był tam ogromny orzech włoski, stara śliwa, czereśnia "wodna" (miała małe, kwaśne pomarańczowo-różowe owoce) i wiśnia, dzikie maliny rosnące za płotem, ale wdzierające się na działkę przez ogrodzenie, kwiaty i trawa. Były też krzaki czarnych porzeczek, których strasznie nie lubiłam i skrycie marzyłam o tym, że pewnego dnia zmienią się w porzeczki czerwone. Tak się jednak nie działo, więc po kryjomu podkradałam czerwone porzeczki sąsiadowi z działki obok (na swoje usprawiedliwienie napiszę, że gałązki rzeczonej porzeczki znajdowały się na granicy naszych działek, a niektóre rosły już po naszej stronie). Było również miejsce na ognisko, w których piekliśmy kiełbaski.

Gdy skończyłam dwanaście lat, sama zajmowałam się działką pod blokiem (działka za szkołą została oddana) - spędzałam tam bardzo dużo czasu, opiekowałam się wszystkimi roślinami i dostawałam mnóstwo nowych sadzonek od sąsiadek - przede wszystkim od pani Basi i pani Zosi 🙂

Gdy miałam szesnaście lat przeprowadziliśmy się w inne miejsce i byłam zmuszona opuścić moją ukochaną działkę i zostawić wszystkie rośliny, które przez lata pielęgnowałam. Jakoś straciłam serce do działkowania i nie miałam ochoty na grzebanie w ziemi w nowym miejscu. Potem poszłam na studia i na lata zapomniałam o tym, jaką frajdę sprawiało mi zajmowanie się działką.

Na przełomie 2015 i 2016 roku zatęskniłam za działką i w mojej głowie pojawiła się myśl, by poszukać jakieś działki na sprzedaż w Gdańsku, jednak skończyło się jedynie na podzieleniu się moim marzeniem z kilkoma znajomymi.

Pewnego dnia okazało się, że dziadek kolegi postanowił sprzedać swoją działkę - pod koniec kwietnia 2016 po raz pierwszy ją odwiedziłam (o czym pisałam tutaj) i od razu wiedziałam, że to jest to 🙂

fot. Pierwsze zdjęcia działki po odebraniu kluczy (Instagram)

 

Mój własny kawałek ziemi nabyłam w drodze przeniesienia prawa do działki - cytując informacje na stronie www.gdansk.pzd.pl:

W przypadku przeniesienia prawa do działki, podstawą jest umowa  zawierana przez dotychczasowego działkowca z osobą, na którą przenosi prawa do działki. Należy pamiętać, że umowę trzeba podpisać w obecności notariusza, gdyż poświadcza on na tej umowie tożsamość osób podpisujących. Umowa winna być sporządzona w trzech egzemplarzach – jeden dla zarządu ROD i po jednym dla zbywającego i nabywcy.

Nabywający prawo do działki składa do zarządu ROD wniosek o zatwierdzenie umowy przeniesienia prawa  i dołącza do wniosku jeden egzemplarz umowy. Zarząd ROD, jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań, zatwierdza umowę. Zatwierdzenie odbywa się w formie uchwały zarządu  którą doręcza się stronom umowy i dołącza do ewidencji działek.

Podane w umowie przeniesienia prawa do działki terminy nie są terminami obowiązkowymi. Strony umowy, a więc zbywca i nabywca mogą dowolnie umawiać się co do terminów, a nawet samej zapłaty, czy nastąpi po podpisaniu umowy, czy na przykład dopiero po zatwierdzeniu tej umowy przez zarząd ROD.

Po zawarciu umowy należy (...) złożyć do stowarzyszenia ogrodowego (zarządu ROD) wniosek o zatwierdzenie przeniesienia praw do działki z załączoną umową, obejmującą wysokość uzgodnionego wynagrodzenia. Od chwili złożenia tego wniosku stowarzyszenie ogrodowe będzie miało 2 miesiące na złożenie oświadczenia w przedmiocie zatwierdzenia (lub odmowy), które powinno przyjąć formę uchwały zarządu ROD. Jeżeli zaś w tym terminie nie zapadnie żadna uchwała, to przeniesienie praw do działki będzie uważane za zatwierdzone. Stowarzyszenie ogrodowe może odmówić zatwierdzenia, ale tylko z ważnych powodów.

Właśność działkowca stanowią wyłacznie nasadzenia, urządzenia i obiekty znajdujące się na działce.

Na początku maja 2016 odebrałam klucz do działki i mogłam rozpocząć zmagania z chwastami, przekopywaniem trawnika pod warzywnik, sianiem warzyw i kwiatow, sadzeniem nowych roślin. Z pomocą brata powstał także nowy dach szklarni, dzięki czemu mogłam spełnić swoje marzenie o uprawie pomidorów.

fot. Altana ukryta między roślinami, nowo stworzony komb kwiatowy (i sadzonki gotowe do wsadzenia), skopany kawałek trawnika gotowy do posiania warzyw, siedziska ze skrzynek ustawione w przedsionku altany (Instagram)

Nieocenioną pomocą okazał się pan Józef, który sprzedał mi działkę - z jego rad korzystam bardzo często, dzięki czemu udaje mi się unikać wielu działkowych wpadek - o panu Józefie pisałam już w tym wpisie 🙂

Moja działka jest działką ponad trzydziestoletnią, z żywopłotem, ogromnym modrzewiem, krzakami czerwonych porzeczek (kolejne marzenie spełnione!), pięknym trawnikiem i dużą ilością kwiatów i innych roślin. Na działce znajdowała się również altana (na zdjęciach powyżej), ale o niej napiszę w kolejnym wpisie.

Nie miałam zbyt dużo czasu na dokładne zaplanowanie nowych nasadzeń i tego, co na działce dobrze by było posiać, więc od razu wzięłam się ostro do pracy i postawiłam na swoje ulubione warzywa i kwiaty. Z perspektywy czasu już wiem jakie błędy popełniłam i mam nadzieję, że w tym sezonie ich nie powtórzę.

fot. Kwiaty piwonii, róży i czarnego bzu, sadzonki pomidorów i sałaty w szklarni, widok na fragment działki ze szkalrnią i żywopłotem, fragment przedsionka altany, dodatkowe drzwi do altany porośniete bluszczem

fot. Pierwsza wyhodowana samodzielnie rzodkiewka, sadzonki ogórków gruntowych, sadzonki w szkalrni, widok na altanę, widok na alejkę w ROD (Instagram)

Poniżej kilka rad dla początkującego działkowca - które z pewnością przydałyby mi się na początku działkowej przygody :

  • Ziemia pod grządki i rabaty powinna zostać przekopana i spulchniona przed posadzeniem na nich roślin, trzeba również dokładnie usunąć z ziemi chwasty (i ich korzenie) - później trudno będzie usuwać chwasty spomiędzy posadzonych roślin.
  • Należy dostosowć wielkość grządek warzywnych do swoich potrzeb - nie ma sensu siać dużej ilości jednego rodzaju, np. fasolki szparagowej, gdyż w sezonie będziemy mieli ilość warzyw, które trudno będzie zjeść/przetworzyć (dotyczy to również np. pomidorów w szklarni).

fot. Własnoręczni pomalowany krasnal ogrodowy z Tigera, zbiory porzeczek czerwonych, coraz większe szklarniowe sadzonki, fragment klombu kwiatowego, grill (Instagram)

fot. Przepyszne ogórki szklarniowe, dalia <3, pierwsze patisony, jeszcze więcej ogórków, patisonów i porzeczek, widok na warzywniak i groszek

 

  • Najlepiej wybrać do uprawy warzywa, które lubimy lub odmiany, które są nietypowe/trudno dostępne w warzywniakach. W pierwszym roku postawiłam na rzodkiewkę, sałatę, fasolkę, dynię, patisony, groszek, ogórki gruntowe, a w szklarni pomidory i ogórki szklarniowe. W tym roku postawię ponownie na fasolkę, dynię, patisony, ogórki szklarniowe i pomidory. Dodatkowo posieję buraki, rukolę, szpinak, sałatę dębolistną, koperek i boćwinę.
  • Przy stosowaniu nawozów, np. do pomidorów należy stosować się do instrukcji na opakowaniu - zbyt duża ilość nawozu spowoduje obumierania roślin.

fot. Kolejne zbiory, widok na klomb kwiatowy, wejście na działkę, widok na warzywniak i szklarnię (Instagram)

 

fot. Późnoletnie zbiory i kwiaty, końcówka sezonu działkowego - pomidory, ogórki, dynie, patisony

  • Należy uważać przy sadzeniu na działce roślin szybko rozrastających się (np. mięty) - najlepiej wybrać dla nich miejsce, w pobliżu którego nie planujemy sadzić innych rodzajów sadzonek.
  • Należy pamietać, że rośliny się rozrastają i zwiększają swoje rozmiary - przy kupowaniu nowych sadzonek dobrze jest zachować umiar i nie kupować mnóstwa roślin na raz, bo może się okazać, że nie ma dla nich miejsca na naszej działce.

W kolejnym wpisie opowiem co stało się z altanką i częścią roślin na działce i kto pomógł mi w przygotowaniu podstawy do zaaranżowania pustej części działki. Pokażę Wam także aktualny stan działki, przed zmianami planowanymi na ten sezon 🙂

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, piszcie w komentarzach 🙂

Gdy dużo się u mnie dzieje, nie wchodzę do kuchni, stąd brak nowych wpisów w ostatnim czasie. Powrót do normalności po zmianach życiowych oznacza powrót do tworzenia nowych dań i wypieków. Dzisiaj na tapecie banan, gorzka czekolada i kokos. Połączone ze sobą w chlebku bananowym smakują idealnie 🙂 Polecam!

 

Chlebek bananowo-kokosowy z gorzką czekoladą

(keksówka 26 x 11,5 cm)

  • 2 bardzo dojrzałe banany
  • 1 szklanka mąki
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 1/4 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 szklanki oleju lub stopionego masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • 100 g czekolady gorzkiej

Czekoladę posiekać nożem na większe kawałki. Banany obrać ze skórki, usunąć końcówki i rozgnieść widelcem w misce na papkę. Do bananów dodać mleko, olej, mąkę, proszek do pieczenia, jajka, wiórki kokosowe i cukier i dokładnie wymieszać łyżką. Pod koniec mieszania dodać posiekaną czekoladę. Masę przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej masłem i oprószonej mąką keksówki. Chlebek piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez około 45-50 minut (sprawdzać patyczkiem czy ciasto jest już upieczone).

 

Food & Health Conference 8.04 - 9.04, Gdynia

Na luzie, ale z konkretami o zdrowym stylu życia


Lepsze samopoczucie oraz zdrowie? Jak zmienić nawyki żywieniowe i przekonać się do sportu mówić będą goście i prelegenci Food & Health Conference, wydarzenia, które 8 i 9 kwietnia odbędzie się w Gdyni w PPNT (Pomorskim Parku Naukowo Technologicznym, w budynku dostosowanym dla osób z niepełnosprawnościami).

Bilety można kupić na stronie wydarzenia.

Podczas konferencji prelegenci pokażą, że dbanie o zdrowie, właściwe odżywianie i ruch wcale nie są trudne, pod warunkiem, że podejdziemy do tego z głową i przez cały czas będziemy pamiętać o celu, który przyświeca zmianom wprowadzanym w naszym stylu życia. A cel to: lepsze samopoczucie i zdrowie.

Uczestnicy konferencji przez 2 dni jej trwania będą mieli okazję wysłuchać wykładów dotyczących profilaktyki zdrowotnej, sportu, zdrowego odżywiania i stylu życia. Prelegentami będą m.in. sportowcy olimpijczycy, sportowcy z niepełnosprawnościami, dietetycy, doktorzy nauk farmaceutycznych. W przerwach między prelekcjami prowadzone będą bezpłatne konsultacje dietetyczne, fizjoterapeutyczne, doradztwo zawodowe dla osób z niepełnosprawnościami oraz inne aktywności związane ze zdrowiem i sportem.

"Na luzie i w przystępny sposób przekażemy mnóstwo przydatnych na co dzień informacji. Będzie dużo wiedzy, konkretów i zdrowych przekąsek, bez typowych podczas takich wydarzeń ciastek z toną cukru i tłuszczu utwardzonego" - zapowiada Anna Makowska, organizatorka Food & Health Conference, autorka popularnego bloga Doktorania.pl.


Food & Health Conference - plan wykładów i warsztatów

SOBOTA (8 kwietnia)

9:15 – 10:00 Nie dajmy się zwariować, czyli czy wolno łączyć ogórka z pomidorem? O zachowaniu równowagi w życiu i żywieniu. / dr n. farm. Jakub Czaja, farmaceuta, sportowiec, olimpijczyk.
10:15 – 11:00 Podstawy kuchni wegańskiej. Zdrowa kuchnia – proste sztuczki i triki dla każdego. / Jola Słoma & Mirek Trymbulak, Atelier Smaku
12:15 – 13:00 Skąd wziąć energię do swojego działania? / Marta Borkowska-Bierć, psycholog.
13:15 – 14:00 Co Twoje ciało mówi Tobie i o Tobie? W jaki sposób ciało może wysyłać do nas komunikaty, jak się w nie wsłuchiwać oraz co taka informacja może dla nas oznaczać. / Bartosz Zadurski, masażysta holistyczny i trener świadomej pracy z ciałem.
15:15 – 16:00 To kim jesteś, to kwestia wyobraźni. Odważne wybory, marzenia i ciężka praca. / Rafał Mikołajczyk, prawnik, sportowiec, reprezentant kadry narodowej w Parakolarstwie.
16:15 – 17:00 Prawda, czy gówno-prawda? Jak weryfikować informacje i własne przekonania, by żyć lepiej, ciekawiej i sensowniej. / Piotr Bucki – trener komunikacji.

 

NIEDZIELA (9 kwietnia)

9:15 – 10:00 Jak się NIE odchudzać? Podstawowe błędy na przykładach. / Aleksandra Czachora, dietetyk.
10:15 – 11:00 Po co w ogóle się ruszać? / Jakub Krzyżak, sportowiec.
12:15 – 13:15 Leki + karmienie piersią? Prawdy i mity. / dr n.farm. Magdalena Stolarczyk, farmaceutka.
13:30 – 14:15 Gluten i Celiakia. / Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej.
15:15 – 16:00 Zdrowe, proste i szybkie śniadanie. – dopasuj je do siebie i swojego trybu życia. / Viola Urban, dietetyk.
16:00 – 16:30 Czy stres niszczy Twoją skórę? / Izabela Ryska, biotechnolog leków.

Zapraszamy serdecznie!

W tygodniu mierzę się z pracą, zakupami, korkami, sprzątaniem, praniem i czasami trudno mi się zmobilizować do robienia obiadu. Kończy się wtedy na kanapce lub porcji płatków czekoladowych z zimnym mlekiem 🙂 Ale ostatnio odkryłam szybki i prosty sposób jak w kilka chwil móc cieszyć się wspaniałym obiadem we włoskim stylu. Zdradzę Wam ten sekret, a co! 🙂

Makaron a'la Carbonara

(4 porcje)

  • 1 opakowanie 400 g makaronu (u mnie rurki)
  • 200 g boczku wędzonego
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 ząbek czosnku (posiekany)
  • 3 jajka
  • 6 łyżek startego sera grana padano
  • sól, pieprz
  • posiekana zielona pietruszka (opcjonalnie)

Boczek pokroić w kostkę, ser zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, odłożyć ok. 2 łyżki do posypania makaronu na talerzach.

Boczek wrzucić na rozgrzaną patelnię z oliwą i podsmażać do zrumienienia, pod koniec smażenia dodać posiekany ząbek czosnku. W międzyczasie ugotować makaron w osolonej wodzie według wskazań na opakowaniu. W miseczce wymieszać jajka i ser, doprawić pieprzem.

Ugotowany, świeżo odcedzony makaron wymieszać z boczkiem. Do makaronu wlać jajka z serem i energicznie wymieszać (by nie dopuścić do ścięcia jajek), makaron doprawić do smaku pieprzem i ewentualnie solą. Po nałożeniu makaronu na talerze posypać startym serem i ewentualnie zieloną pietruszką.

Piątek, piąteczek... Zdecydowanie mój ulubiony dzień. Po ciężkim tygodniu piątkowe popołudnie jest wspaniała nagrodą 🙂 A jakby tak umilić je sobie sernikiem na zimno? Na dodatek sernikiem z ciasteczkami Oreo <3 <3 <3 Bo w życiu liczą się małe przyjemności, prawda? 🙂

Sernik Oreo na zimno

(tortownica ok. 22 cm)

Masa serowa:

  • 400 g naturalnego serka homogenizowanego
  • 500 g serka mascarpone
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • kilka kropel esencji waniliowej
  • 1/3 szklanki wrzącej wody
  • 2 łyżki żelatyny
  • 1 opakowania ciasteczek Oreo (lub Neo) + nadzienie z drugiego opakowania

Spód ciasteczkowy:

  • 1 opakowanie ciasteczek Oreo (lub Neo) - bez nadzienia
  • 50 g stopionego masła

Z 1 opakowania ciastek Oreo za pomocą noża oddzielić białe nadzienie. Ciastka wrzucić do malaksera i zmiksować na piasek ze stopionym masłem. Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć ciastka i łyżką wygładzić masę, by powstał spód sernika.

Serek homogenizowany, mascarpone, cukier puder i nadzienie z 1 opakowania ciastek zmiksować. Ciastka z drugiego opakowania pokruszyć (zostawić kilka do dekoracji). Żelatynę rozpuścić we wrzątku, dodać do masy serowej i ponownie zmiksować. Dodać pokruszone ciastka i wymieszać łyżką. Masę Oreo przełożyć na ciasteczkowy spód, wyrównać, na wierzchu ułożyć całe ciasteczka, lekko wciskając je w masę. Wstawić do lodówki na minimum 3h, by masa stężała.

 

Sałatki to nieodłączny element domówek, imprez, spotkań rodzinnych, czy też innych uroczystości. Dziś przedstawiam przepis na sałatkę, która jest moją ulubioną od lat - w sumie nie wiem, czemu przepis na nią jeszcze się na blogu nie pojawił 🙂

Sałatka z kurczakiem, ananasem i orzechami włoskimi

(ok. 6 porcji)

  • 1 podwójna pierś z kurczaka
  • 2 torebki ryżu
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka ananasów
  • garść orzechów włoskich
  • majonez
  • pieprz, sól

Pierś z kurczaka natrzeć odrobiną oliwy, doprawić do smaku solą i pieprzem, zawinąć w folię aluminiową i piec w piekarniku nagrzany do 200°C przez około 25-30 minut. Po upieczeniu wyjąć z folii, ostudzić i pokroić w kostkę. Ryż ugotować według przepisu na opakowaniu, ostudzić. Ananasa i kukurydzę odsączyć z zalewy. Ananasa pokroić w dużą kostkę. Orzechy włoskie drobno posiekać.

Do miski przełożyć ugotowany ryż, kurczaka, kukurydzę, ananasa i orzechy włoskie. Dodać majonez - około 4-5 łyżek - tyle, by pokrył wszystkie składniki, ale żeby nie było go za dużo - najlepiej dodawać go stopniowo. Całość dokładnie wymieszać, doprawiając solą i pieprzem do smaku. Przed podaniem sałatkę należy schłodzić w lodówce, przez około 1-2 h (lub dłużej).

Po całym tygodniu z przyjemnością spędzam sobotni poranek z kubkiem kawy i leniwie delektuję się śniadaniem. Sobotnim rytuałem jest też spacer i wyprawa na zakupy. Jest zimno, więc wkładam ręce głębiej do kieszeni, w słuchawkach gra muzyka. Świeci słońce, w warzywniaku kupuję jabłka. W domu włączam piekarnik i powstaje pyszne ciasto z jabłkami. W sam raz na weekend 🙂 Miłego odpoczynku!

Ciasto z jabłkami

(mała forma 20 cm)

  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 3/4 szklanki mąki
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki oleju
  • 3/4 szklanki cukru
  • kilka kropel esencji waniliowej
  • 4 jabłka
  • sok z cytryny do skropienia jabłek
  • 1 łyżka cukru do posypania

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Jabłka umyć, obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić na ósemki, skropić sokiem z cytryny.

Do miski wbić jajka, dolać olej i mleko. Dodać mąkę, cukier, esencję waniliową i proszek do pieczenia i wymieszać łyżką.

Ciasto przełożyć do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką formy, na wierzchu ułożyć jabłka, lekko wciskając je w masę. Wierzch posypać cukrem.

Ciasto piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez około 50 minut (sprawdzić patyczkiem czy ciasto jest upieczone w środku).

 

Już piąty raz z okazji moich urodzin pojawia się wpis na blogu (wcześniejsze: ten, ten i ten i ten) 🙂

W tym roku moje urodziny wypadają w poniedziałek, spędzam je więc przy biurku w pracy, załatwiając miliony spraw. Co jakiś czas odbieram telefony i czytam wspaniałe sms-owe i Facebook'owe życzenia.

Po południu na pewno nie obędzie się bez jakiejś małej przyjemności - stawiam na moje ulubione lody czekoladowe... 🙂

Zapraszam Was na przecudownie kremowy, słodki, czekoladowo-orzechowy sernik urodzinowy - częstujcie się! 🙂

 

Sernik podwójnie czekoladowy z masłem orzechowym i ganache

(okrągła forma 24 cm)

Masa serowa:

  • 1 kg twarogu
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 4 jajka
  • 1 opakowanie budyniu czekoladowego
  • 3 łyżki kakao
  • 100 g czekolady mlecznej
  • 3 łyżki masła orzechowego
  • 1 opakowanie cukru z wanilią

Spód:

  • 1 opakowanie ciasteczek owsianych w czekoladzie (około 250 g)
  • 50 g masła

Ganache z czekolady mlecznej i gorzkiej:

  •  200 ml śmietanki 30%
  • 150 g czekolady mlecznej
  • 100 g czekolady gorzkiej
  • do ozdoby: czekoladowe cukierki, np. Maltesers

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

W rondelku podgrzać śmietankę (prawie do wrzenia). W misce umieścić połamaną na kawałki mleczną czekoladę, zalać ją gorącą śmietanką. Odczekać chwilę , po czym wymieszać czekoladę i śmietankę na gładką masę, którą należy odstawić do ostygnięcia i zgęstnienia w temperaturze pokojowej, od czasu do czasu mieszając.

Masło roztopić w rondelku. Spód formy wyłożyć papierem do pieczenia (położyć papier na spodzie, nałożyć obręcz formy i zamknąć, a odstający papier odciąć), boki formy wysmarować masłem. Ciasteczka rozdrobnić na piasek (np. w blenderze) i wymieszać z roztopionym masłem. Masą ciasteczkową wyłożyć spód formy, wyrównać.

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Jajka zmiksować w misce z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i masłem orzechowym. Dodać twaróg, kakao i proszek budyniowy i ponownie zmiksować (dość krótko, by masa nie stała się zbyt płynna). Na końcu dodać stopioną czekoladę i ponownie krótko zmiksować. Przelać masę serową na spód z ciasteczek.

Sernik piec około 60-70 minut w temperaturze 170ºC. Sernik studzić najpierw w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami (zapobiegnie to opadnięciu sernika), po około godzinie można go wyjąć. Po ostudzeniu polać sernik ostudzonym i gęstym ganache. Przed podaniem ozdobić  czekoladowymi cukierkami Maltesers i wstawić sernik na przynajmniej 2-3 godziny do lodówki.

 

Zimowy brak słońca nie sprzyja blogowaniu - światła do zdjęć brakuje, a sztuczne oświetlenie nie wydobywa tak kolorów potraw, poza tym ostatnio gotuję mniej nowych potraw, powtarzam ulubione smaki, dania, które na blogu mają już swoje miejsce 🙂 Dzisiaj jednak, przy okazji urządzania małej imprezy "przed urodzinowej" udało mi się skorzystać ze słońca i zrobić zdjęcia aż do 3 wpisów 🙂 Kolejny wpis pojawi się na blogu już w poniedziałek!

Przepis na hummus pojawił się już na blogu tutaj. Jednak nie każdy hummus lubi, głównie ze względu na smak pasty tahini. Poniżej znajdziecie przepis na bardzo prostą pastę z ciecierzycy z suszonymi pomidorami i majonezem - doskonała na śniadanie, przekąskę, czy też imprezę. Świetnie smakuje z warzywami, pieczywem lub też jako pasta kanapkowa.

Pasta z ciecierzycy z suszonymi pomidorami

(porcja na 1 średnią miskę)

  • 3/4 szklanki suchych ziaren ciecierzycy*
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej *

* można również użyć już gotowej ciecierzycy z puszki/słoika - wtedy potrzebna jest 1 puszka/słoik i nie używamy sody

  • ok. 3 łyżki majonezu
  • 1/2 słoika suszonych pomidorów
  • papryka ostra, pieprz i sól do smaku

Ciecierzycę namoczyć w zimnej wodzie przez noc. Następnego dnia zalać ziarna ciecierzycy świeżą wodą, dodać łyżeczkę sody oczyszczonej i ugotować na miękko, tak by ziarna można było z łatwością rozgnieść w palcach (trwa to około 40 minut).

Ostudzoną (lub odsączoną z zalewy) ciecierzycę wrzucić do blendera (do miski jeśli używamy blendera ręcznego), dodać majonez, osączone z oleju suszone pomidory, dokładnie zmiksować. Dodać przyprawy do smaku i ponownie zmiksować.

Pastę podawać schłodzoną - z chlebem, selerem naciowym, marchewką pokrojoną w słupki itp.

 

2

Nie bardzo lubię zimę. Niby śnieg skrzypiący pod butami w trakcie spaceru w słoneczny mroźny dzień jest fajny. Niby picie gorącej herbaty pod kocem po takim spacerze jest fajne. Ale codzienne skrobanie szyb i nagrzewanie auta, jeżdżenie po śliskich drogach i samochód cały w soli (a taki zawsze jest czysty!) nie są fajne. I jak wiatr hula za oknem tworząc śniegowe zaspy i nie dając spać - to też nie jest fajne. I jak gubię rękawiczki i śnieg wpada mi za kołnierz i powoduje dreszcze z zimna - to zdecydowanie nie jest fajne.

Dlatego w zimowe popołudnia i wieczory, gdy już uda mi się dotrzeć do domu po kolejnym ciężkim dniu, odpalam piekarnik i rozgrzewam się w kuchni, otoczona wspaniałymi aromatami. Czasami jest to zapiekanka ziemniaczana, lasagne, a czasami ciasto czekoladowe. A czasami są to wilgotne i przepyszne muffiny mandarynkowe z pomarańczowym lukrem. I od razu robi się cieplej na sercu <3

Muffiny mandarynkowe

(ok. 12 sztuk)

  • 1 3/4 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 3/4 szklanki płynu (mleko z sokiem z 3 mandarynek)*
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki oleju
  • 12 łyżeczek konfitury pomarańczowej

* Wycisnąć sok z 3 mandarynek i przelać do szklanki - do soku dolać taką ilość mleka by otrzymać 3/4 szklanki płynu.

W jednej misce wymieszać łyżką suche, a w drugiej mokre składniki . Za pomocą łyżki połączyć zawartość obu misek. Foremki wyłożone papilotkami napełnić masą do połowy, położyć po łyżeczce konfitury pomarańczowej i przykryć pozostałą masą. Muffiny piec w piekarniku nagrzanym do 180ºC przez około 25 minut.

Przed podaniem można polać muffiny lukrem mandarynkowym - 1 łyżkę soku mandarynkowego wymieszać z cukrem pudrem (dosypując po odrobinie cukru, aż do uzyskania pożądanej konsystencji).

 

2

Nowy rok zaczął się dużą zmianą - wyprowadzką brata mego, która zainspirowała mnie do wprowadzeniu zmian w wystroju mieszkania. Pozbyliśmy się także mnóstwa niepotrzebnych rzeczy, podzieliliśmy wszystkie akcesoria kuchenne, więc teraz w mojej kuchni zapanował nowy kolor - czerwień, a także ład i porządek (przynajmniej na razie 🙂 ). W nowej przestrzeni czuję się bardzo dobrze, z miłą chęcią wracam do domu i spędzam czas wśród nowych przedmiotów. Szukam jeszcze kilku dodatków (między innymi klosza do lampy i ociekacza do naczyń - ktoś wie, gdzie można kupić jakiś fajny?), ale jestem dumna, że niewielkim kosztem (dzięki zakupom w Pepco, Jysku i Ikea) i przy dwudniowym przestawianiu, sprzątaniu i układaniu stworzyłam fajną i przytulną przestrzeń 🙂

Aktualnie leżę od trzech dni w łóżku powalona przeziębieniem i do herbaty zajadam pyszne owsiane ciasteczka z pomarańczą i gorzką czekoladą <3 <3 <3 Przepis poniżej - enjoy!

 

Ciasteczka owsiane z pomarańczą i gorzką czekoladą

(18 sztuk)

  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1 szklanka muesli (można zastąpić płatkami owsianymi)
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/2 szklanki pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru
  • 100 g masła
  • 3 jajka
  • 4 łyżki konfitury pomarańczowej
  • 2 garści orzechów włoskich
  • 50 g gorzkiej czekolady

Suche składniki wymieszać w misce. Orzechy włoskie i czekoladę posiekać. Masło roztopić. Do suchych składników dodać mokre, czekoladę i orzechy i wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Łyżką nabierać porcje ciasta i za pomocą dłoni formować okrągłe ciastka, układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, pozostawiając między nimi odstęp (urosną w trakcie pieczenia. Ciastka piec w temperaturze 180°C przez około 12-15 min. Po wyjęciu ciastka ostrożnie zdjąć z blachy (są miękkie) i pozostawić do ostygnięcia.