Przeskocz do treści

Konkurs – ulubiony deser z dzieciństwa

Gdy wracam myślami do dzieciństwa przypominam sobie tort urodzinowy, który co roku 30 stycznia pojawiał się z okazji moich urodzin i imienin moich i brata Macieja. Puszysty, słodki biszkopt domowej roboty, krem waniliowy, brzoskwinie z puszki i czerwona galaretka. A na wierzchu biała lub mleczna czekolada i posypka z naturalnej kawy - pamiętam, że była to najmniej lubiana przez nas część rzeczonego tortu 🙂 I chociaż od lat mama już nie piecze nam tortów na urodziny (ale, Mamo - następnym razem wpadam na tort z galaretką i brzoskwiniami! :*) to deser ten ma szczególne miejsce na liście moich kulinarnych wspomnień.

Bardzo lubię dawać prezenty, więc z miłą chęcią obdaruję kogoś z Was 🙂

Zasady konkursu są bardzo proste:

  1. W komentarzu pod tym postem należy opisać swój ulubiony deser z dzieciństwa (może być razem z przepisem, choć nie jest to warunek konieczny).
  2. W komentarzu nie zapomnijcie wpisać swoich adresów mailowych żebym mogła skontaktować się z wygranymi.
  3. Jedna osoba może pozostawić jeden komentarz.
  4. Konkurs potrwa do 1 lutego 2016 do 8:00, ogłoszenie wyników nastąpi 1 lutego 2016 o 20:00 na blogu i na profilu Śliwkowskiej na Facebooku.
  5. Wygrywają 2 osoby. Wygranych wybierze komisja ekspertów - ja i brat Maciej 🙂
  6. Nagrody to kubki ze Śliwkowską i książki "Ryby są super" 🙂

Powodzenia! 🙂

EDIT:

Uwaga, uwaga!
Konkurs wygrały: Anna i byłojedzone - sprawdźcie swoje skrzynki mailowe 🙂
Bardzo dziękuję wszystkim za udział, cudownie się czytało o Waszych deserach z dzieciństwa <3 <3 <3

 

DSC_2573

12 thoughts on “Konkurs – ulubiony deser z dzieciństwa

  1. Magda J.

    "Budisiel" nazwa własna powstała z połączenia dwóch wyrazów budyń (śmietankowy) i kisiel (truskawkowy), które wlewamy do miseczki w wymienionej kolejności 🙂 czyli najprostszy i najcudowniejszy deser z dzieciństwa <3 na samą myśl ślinka cieknie!

    Odpowiedz
  2. Aga

    Na mój ulubiony deser z dziecinstwa przepisu niestety nie podam, bo babcia Henia kupowała go w cukierni na Alei Niepodległości w Sopocie do której wchodzilo się po schodkach, a której nazwy nie pamietam, a teraz jest tam już sushi. Swoja droga to straszne że nie pamietam bo mieścila się na przeciwko mojego późniejszego liceum. Ulubiony deser to byl tort bezowy z bita śmietaną i truskawkami. Tort byl mały w sam raz na niedzielną kawusie w rodzinnym gronie, ale najpyszniejszy na świecie i mam nadzieję go kiedyss odtworzyc. Cukiernia to się chyba nazywala Roma ale jutro to sprawdze, bo mi to spokoju nie daje. Pozdrawiam Sliweczko!

    Odpowiedz
  3. Magdalena Derdowska

    Moim ulubionym deserem z dzieciństwa jest ryż zapiekany z musem jabłkowym zrobionym ze świeżutkich jabłek z cynamonem, po zapieczeniu najlepiej smakuje z jogurtem naturalnym na wierzchu 🙂 🙂 PYCHA! Jedyne co może z nim konkurować jest tort lodowo - bezowy, który odkryłam niedawno, więc nie mogę go nazwać "smakiem dzieciństwa", ale mimo to z całego serducha mogę go polecić 🙂

    Odpowiedz
  4. Anna

    Deser z dzieciństwa , który szczególnie zapadł mi w pamięci to obrane cząstki jabłka. Cierpliwie wyczekiwałam aż trafią z rąk mojej babci wprost do mojej buzi. Od czasu do czasu dostawałam też całe jabłko w lukrze. Co za rozpusta dla sześciolatka!

    Odpowiedz
  5. Ula

    Mój ulubiony deser z dzieciństwa to odlotowy komunistyczny blok czekoladowy! Składniki bardzo proste, mleko skondensowane, masło, kakao, duzo cukrtu i obowiązkowo herbatniki bebe 😀 do dzisiaj pamiętam ten smak! 🙂

    Odpowiedz
  6. Joanna

    Wspomnienie dzieciństwa to smak, zapach i po części tęsknota za tym co nie powróci.
    Nie mam ulubionego deseru z dzieciństwa. Pamiętam za to czego nie lubiłam. Był to budyń waniliowy z sokiem wiśniowym.
    Piękny konkurs, i warto zawalczyć, bo nagroda w postaci unikatowego kubka pozwoli nam na wypicie pysznej porannej kawy.
    Próbujmy odtworzyć wspomnienia, zapisywać, dzielić się nimi 🙂

    Odpowiedz
  7. Olka

    Jeden ulubiony? To trudne bo jest ich wiecej 😉 Najprostszy to kogel-mogel ukręcany łyżką w kubasie, potem plasterki jabłek w cieście smażone w głębokim tłuszczu i suto otulone cukrem z dodatkiem cynamonu, robione pierwszy raz chyba w przedszkolu ciasteczka owsiano -czekoladowe bez pieczenia Stawiam jednak na kaszę manną w takim oto,, babcinym,, pysznym wydaniu ,, zapieczona z posypką migdałową, pokrojona w romby i podana z zagęszczonym budyniem kompotem śliwkowym,, 🙂 w wersji wypasionej jeszcze kleks śmietany.... pyyycha! Niestety dokładnego przepisu brak ale smak w ustach pozostał do dziś 🙂 olka.mgs@gmail.com

    Odpowiedz
  8. Lucy

    Mój ulubiony deser dzieciństwa to ciasto z masą grysikową. Robione w domu na szczególne okazje, składało się z trzech blatów miodowego ciasta przełożonych dwiema warstwami masy grysikowej. Ciasto musi poleżeć 1-2 dni w chłodzie, żeby całość się przegryzła, więc po zrobieniu trafiało na dół lodówki przykryte papierem do pieczenia i obciążone deską. Po tych 2 dniach zawsze okazywało się, że ciasto jest ze wszystkich stron okrojone - każdy z domowników wychodził z założenia, że przecież nie podamy gościom ciasta „z brzegiem”, więc minikawałeczek brzegu można sobie ukroić i się poczęstować (gdy inni nie widzą :)).

    Odpowiedz
  9. Sylwia

    Mój ulubiony deser z dzieciństwa to ciasto z kaszy manny na herbatnikach z polewa czekoladową i wiórkami kokosowymi. Do tej pory czasem przypalam mleko, tak jak wtedy, kiedy mialam 9 lat 😀 Nie wiem jak ja to robie... ale teraz to już wiem jak rozprawić się kipiącym mlekiem i całkiem dobrze mi to wychodzi. To ciasto jest okropnie proste, nie trzeba mieć piekarnika a to na studiach bywa sprzęt deficytowy. Polecam, uwielbiam, będę je jeść wiecznie! sylwuszka18@interia.pl

    Odpowiedz
  10. Magda

    Mój ulubiony deser z dzieciństwa pochodzi z czasów "prehistorycznych " (żartuję ale takie mam wrażenie) a dokładnie takich w których nie było wypasionych słodyczy w sklepach, kiedy trzeba było odstać w kolejce żeby kupić cokolwiek, po pomarańcze na Święta tata jeździł do Warszawy a bajki sluchało się z winylowych płyt albo magneciaków szpulowych. Szczególnie zimą kiedy zimy były prawdziwe tzn. mroźne i śnieżne mama robiła nam kogel mogel z malinami. Czekaliśmy na tą chwilę jak by to miał być jakiś niesamowity tort czekoladowy. Mama pieczołowicie "wyrabiała " jajka na jednolitą masę. Maliny do tej "niezwykłej" potrawy zbieralismy na działce u dziadka kiedy to zawsze oskarżali mnie że więcej zjadam niż zbieram. Kogel mogel zajadaliśmy siedząc na dywanie i oglądając dobranockę. Jak któreś z nas było chore (brat lub ja) wierząc w uzdrawiającą moc kogla mogla oddawalismy porcję "zdrowy na rzecz chorego". Zdecydowanie bardziej potrafiliśmy się wtedy cieszyć z małych rzeczy i tego właśnie powinniśmy my dorośli uczyć się od dzieci 🙂

    Odpowiedz
  11. M ;)

    placuszki z jabłuszkami ze słoika ;)))) takie jesienne dobro własnego sadu zamknięte w szklanym pojemniczku;)magia, która powraca za każdym razem, gdy tylko ich woń unosi się w kuchni;) pozdrawiam 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *